wtorek, 30 sierpnia 2011

początek...

prawie rok biłam się z myślami , czy umiałabym pisać o swoim życiu...czy mam coś do powiedzenia......temat wracał do mojej głowy za każdym razem kiedy czytałam i przede wszystkim oglądałam blogi które mnie inspirowały .Potem nastąpił ciąg tragicznych wydarzeń w moim dotąd idyllicznym życiu, który ciągnie się do dziś...od pół roku pozostaję w jakiegoś rodzaju letargu, straciłam firmę i zajęcie któremu poświęcałam się bez reszty...pracy która wypełniała całe moje życie. A właściwie była moim życiem , jak się bowiem  okazało oprócz niej moje życie nie istniało...definiowałam siebie przez pryzmat tego jak i jak długo pracowałam .....pustka która mnie ogarnęła po utracie wszystkiego czym się zajmowałam przeraziła .... zawsze pomagało spisanie smutków i spalenie karteczki ....tym razem nic nie pomogło.
Blog ma być dla mnie samej dokumentem podnoszenia się z kolan po upadku...
Postanowiłam bowiem wziąść się z życiem za bary i spróbować od zera w całkiem innym kierunku, w kierunku dotąd mi nieznanym ,kierunku odnalezienia swojego życia...paradoksalnie  ten ostry zakręt pewnie uratował moje życie....
Mam takie miejsce na wsi które miało być moją przystanią na emeryturze, teraz muszę stworzyć tam swój świat obecny, ożywić je dla siebie ,ale też dla ludzi... powoli kiedyś mgliste Rancho-Lavender ma stać się sensem mojego życia i przystanią dla wędrowców...

3 komentarze:

  1. Często ludzie z tym walczą, z tą katastrofą, porażką, tragedią. Dotychczasowy plan i zycie leci na łeb i wydaje się to końcem świata. A potem, popatrzy się z innej strony i człowiek widzi, że tak miało być, że ta wieża Babel musiała się zawalić, żeby postawić coś nowego na jej miejsce.
    Miałabyś czas na swoje nowe życie,gdyby firma nadal działała, na pewno nie. Twoje życie doszło do zakrętu, a dalej wszystko musisz przewartościować. Wszystko NOWE. Zaczynasz nowe życie i wywalasz wszystko stare. Ja dwa lata temu miałam podobnie, pogodziłam się z tym, zobaczyłam głębszy sens straty męża, pracy. Teraz to ja mądra jestem, ale żal był straszny i walka, żeby się nie poddać, która niczego nie zmieniła.
    Życzę powodzenia, siły na farmie, patrzenia z optymizmem. Już widzę po zdjęciach, że ho, ho, doskonale sobie radzisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafnie to Aniu ujęłaś...wieża Babel , tak nigdy tego nie nazawałam , a doskonale pasuje to określenie do tego co mnie spotkało...
    Idę do przodu...narazie z róznym skutkiem , ale uczę się oswajać ze stratą...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co widzę... udało się. Pisanie może być terapią dla siebie i dla swojej duszy. Ranczo jest super, zazdroszczę. Zdjęcia należy archiwizować, sama staram się tak robić bynajmniej. Na kurs zapraszam i na bloga ...Pozdrawiam serdecznie i głowa do góry !

    OdpowiedzUsuń