środa, 2 listopada 2011

Przegrany Poker....apel do wszystkich którzy znajdują małe kotki

Przegrany Poker....apel do wszystkich którzy znajdują małe kotki....
W przeddzień Święta Zmarłych wjeżdżając ciemną drogą do naszej wsi ,Andrzej dojrzał coś maleńkiego wpatrujacego się w rozpędzony smochód. Natychmiast się zatrzymał, myśleliśmy ,że to maleńka wiewiórka...ale maleństwo okazało się trzytygodniowym kotkiem.Pomimo blasku świateł, dźwięku hamującego samochodu kruszyna siedziała nadal na drodze jak zahipnotyzowana ,nie poruszając się, nie uciekając ....Zabraliśmy go do  domu , maleńkiego, cichutko miauczącego z wdzięcznymi za uratowanie życia oczętami. Cały wieczór dreptał za nami ,przysiadał na nas jak kapucynka i spał wtulony w nasze ciepło. Nadanie maleństwu imienia przypadło jak zawsze Andrzejowi, został nazwany Pokerem , w związku z tym że wychodząc na ciemną drogę zagrał o nawyższą stawkę i wydawało się ,że ją wygrał...Pomyslałam sobie ,że Andrzej ma swojego ulubieńca Karola, który świata za nim nie widzi , a Poker będzie moim , uratowanym ,chowanym od małego pieszczochem....


Pierwszy Listopada był dla Pokera leniwym ale i radosnym ,pełnym pieszczot dniem....aż do wieczora , przestał jeść ,wtulił się mi w kolana i spał , niby normalnie ,spokojnie , potem zbyt spokojnie ... nagle zaczął gwałtownie oddychać , przekręcał się nie kontrolowanie z boczku na boczek....ciałko stało się bezwładne , błagalnie popiskiwał i patrzył szeroko otwarymi oczętami...wezwałam pogotowie weterynaryne, diagnoza była miażdząca ,ale dawała maleńki cień nadzieji...neurologiczne objawy uszkodzonego mózgu .Jeśli to obrzęk to istnieje nikła szansa po podaniu sterydów na jego zmniejszenie, jesli krwiak szans nie ma żadnych.
Prawdopodobnie siedział skulony na drodze , po wyrzuceniu z samochodu jakiegoś bezdusznego człowieka bez żadnych objawów uszkodzenia mózgu ani ciała lub była to neurologiczna choroba genetyczna.
Po serii sterydów i glukozy zostawiono mi Pokera, nieregujacego na bodźce pod opiekę.
Do rana miało się okazać ...rozpoczęliśmy walkę o maleńka istotę...
Od 22 co godzinę zmieniałam maluchowi butelki z gorącą wodą które ogrzewały jego kocie ciałko (miał temperaturę agonalną 36 stopni)...
Co 40 minut przewracałam jego bezwładne ciałko z jednego boku na drugi ,aby nie dopuścić do zmian w płucach....
Zwilzałam jak lekarz przykazał usteczka wodą z miodem...
Po sterydach oczka miał cały czas otwarte, kiedy próbował miauczeć ,patrząc nimi głęboko mi w oczy płakałam z bezradnosci ....
Koło 5 nad ranem błagalne piski były już zapowiedzią końca....Maleńki Poker walczył dzielnie ,ale przegrał ....
Zaczęło się gdybanie ... Gdyby zastanowił nas fakt ,że nie ucieka z drogi, gdybyśmy wczesniej wyczuli niską temperaturę ,gdybyśmy pojechali do weterynarza nie czekając na pracujący dzień gdyby, gdyby, gdyby.....
Na wszelki wypadek apeluję do wszystkich którzy znajdują maleńkie zwierzęta o natychmiastową konsultację weterynaryjną , być może gdyby od razu został mu podany zastrzyk, bez objawów , jedynie na podstwie poszlak o uszkodzeniu mózgu miałabym swojego szczęsliwego kociaka, a on szczęśliwy dom ....
Choć w tym roku słońce grzało, drzewa się złociły, jak nigdy w Święto Zmarłych dla mnie
1 listopada okazał się dniem obfitym w przeżywanie i oglądanie śmierci na własne oczy...

4 komentarze:

  1. Nie moge przestac plakac! tak bardzo bardzo bardzo mi smutno, dlaczego w Polsce jest taka znieczulica, jak mozna zwierzatka wyrzucac na ulice, skazywac na zimno, glod, smierc, DLACZEGO?????? Pokerek mial chociaz szczescie ze spotkal was w ostatnich dniach swojego zycia i doznal choc troszke milosci i ciepla, przytulania i dobroci. Moja mama tez pomaga wszystkim zwierzaczkom, przychodza do niej, karmi, leczy, odrobacza a sasiadow mamy takich co tylko kotki, pieski, jeze kopia i rzucaja za nimi kamieniami!!!!!!! tu w Niemczech nie widze takiego problemu, nigdy nie spotkalam biednego glodnego psa czy kota, to spoleczenstwo ma inne podejscie do obowiazku trzymania w domu zwierzaczka i to podziwiam a u nas w Polsce jeszcze takie bezdusze! Chodza takie kotki po ulicach, rozmnazaja sie i gina! Dziekuje wam za dobre serce, jestescie cudwoni a Pokerkowi teraz pewnie dobrze jest w niebie:-) Pozdrawiam najserdeczniej jak moge!!! i zapamnietam Twoj apel... zeby zabrac znalezione zwierzatko najpierw do weterynarza!
    papapa

    Syl

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna opowieść..z maleństwami tak bywa nagle..

    OdpowiedzUsuń
  3. Droga Syl, na polkiej wsi to niestety norma;(
    ludzie często mają większe problemy niż troska o kocieta które się mnożą...my jestesmy przyjezdni z duzego miasta i widzę jak ze zdziwieniem obserwują nas sąsiedzi jak coraz liczniejsze wycieczki wiejski kotów do nas przychodzą , a my ich nie odpędzamy.Serce mi pęka ,bo wydawało się że jeszcze tego maluszka da się odchować ....ale jak Szary Wilk słusznie stwierdził tak bywa z maluchami...pozdrawiam Was serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. NO tak jednak inne realia, wiec nie bede osadzac ludzi na polskiej wsi bo nie znam ich problemow itd., mnie wydaje sie ze ratowalabym wszystko na sile, ile bym dala rady, tak jak i wy! ale jesli samemu moze nie ma sie co wsadzic do garnka to jak tu myslec o kotkach przybledach. Wierze ze serduszko ci peka! mi tez pekalo jak czytalam a maz mnie tylko pocieszal! Super ze z was takie wrazliwce:-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń